Granice

W tym roku byłam na urlopie przy granicy białoruskiej. Pięknie jest, spędzałam tu wszystkie wakacje w dzieciństwie. I tak sobie siedziałam nad Czarną Hańczą i myślałam o tym, jak ważne są granice. W tym trudnym czasie, kiedy są niepewne, naruszane, przesuwane – te państwowe, polityczne, te pomiędzy prawdą a fake’em (czy staroświecko: fałszem), między rzeczywistością a światem wirtualnym – ja o stawianiu granic właśnie.
Po tym górnolotnym 🙂 wstępie przejdę do życia z psem i do kwestii stawiania granic w naszej z nim relacji.
Im dłużej się psami zajmuję, tym większą przywiązuję do tego wagę. Do uczenia psa przyjmowania odmowy, ale również przyjmowania jej od psa.
Myślenie o wychowywaniu – zarówno ludzi, jak i psów – zmieniło się bardzo przez ostatnie dekady. No i dobrze, mamy coraz większą wiedzę, zarówno o rozwoju człowieka, jak i psa. Rozumiemy lepiej mechanizmy, które nami rządzą, i nimi też. Wiemy, że emocje są niezwykle ważne i to nad nimi powinniśmy pracować, a nie nad samym zachowaniem. Odchodzimy od przemocowych metod szkoleniowych i wychowawczych. Przestajemy traktować rodzica, ale i opiekuna psa, jako jakiegoś „boga”, któremu zawsze należy być posłusznym. I cieszą mnie te zmiany bardzo!
Jednak mam nieodparte wrażenie, że pewne rzeczy poszły za daleko. A czasem stare prawdy się sprawdzają :), jak np. „Nie daj sobie wejść na głowę”! Oczywiście jest to uproszczenie, ale moim zdaniem zdroworozsądkowe podejście nie powinno „wychodzić z mody”.
Mówiąc o stawianiu granic, mam na myśli nie tylko nasze, ale też psie granice.
My mamy prawo wytyczać swoje, a pies ma prawo wytyczać swoje – obcym dla niego ludziom, dzieciom, innym psom, a nawet nam – i powinniśmy to uszanować.
Tymczasem coraz częściej obserwuję, że ludzie nie stawiają granic psom i ignorują granice, które one chcą wyznaczyć nam.
Nie jestem psychologiem, ale chyba zgodzimy się wszyscy co do tego, że wyznaczanie granic, dbanie o własną przestrzeń i komfort jest istotne i poprawia jakość życia. I jednocześnie dobrze jest umieć szanować czyjeś granice. Jeśli nie nauczymy się tego, nie będziemy potrafili układać prawidłowych relacji: albo pozwolimy innym wejść sobie na głowę, albo my będziemy wchodzić komuś. Albo jedno i drugie.
I to samo tyczy się psów. Wzajemne respektowanie swoich granic pozwala stworzyć zdrową, partnerską relację. Psu daje to poczucie bezpieczeństwa i buduje do nas zaufanie. Kiedy nie ma stawianych granic, może się pogubić, stracić grunt pod nogami. Taki brak zasad i wyraźnych granic może powodować, że pies wejdzie w rolę kontrolującą. Bo to właśnie nieprzewidywalność i niepewność mogą prowadzić do nadmiernej kontroli otoczenia. U psa może się to objawiać na przykład pilnowaniem dostępu do nas, domu, jedzenia czy jakiegoś przedmiotu. Pies może być niespokojny, nadpobudliwy, reaktywny. Oczywiście mogą też być inne tego przyczyny lub może być ich wiele. Z czasem staje się bardzo zmęczony – bo wieczne kontrolowanie jest wycieńczające. A to zmęczenie i napięcie psychiczne jeszcze bardziej pogarszają jego zachowanie. Granice są formą komunikatu — pomagają psu zrozumieć, jak się poruszać w naszym świecie, budują przewidywalność środowiska, dają poczucie bezpieczeństwa – nie są narzędziem kontroli.
Ważne, żeby zrozumieć ten mechanizm również w kontekście adopcji. Psy ze schroniska, odebrane z interwencji, wyrzucone, znalezione, te z trudną przeszłością – często są lękowe i chronicznie zestresowane. I w takim stanie trafiają do zupełnie nowego, nieznanego środowiska. Bywa, że naturalną reakcją człowieka jest pozwalanie im na wszystko, bo „biedny piesek miał takie ciężkie życie”. Jest to oczywiście zrozumiałe, jednak w tym momencie nie zawsze intuicja i serce podpowiadają nam najlepiej. Bo właśnie dla takich psów spokojne budowanie jasnych zasad i granic od początku jest niezwykle ważne – to one tworzą strukturę i przewidywalność, które dają psu tak potrzebne poczucie bezpieczeństwa.

Ignorowanie przez ludzi granic, które wyznacza pies, jest dla niego oczywiście równie przykre, jak byłoby dla nas. Prowadzi do spadku zaufania do opiekuna, a ostatecznie może być niebezpieczne dla otoczenia.
Psy mają na ogół bardzo dużą odporność i naprawdę ich stopień udomowienia często sprawia, że są w stanie dla nas znieść bardzo wiele! Ale po pierwsze: czy to znaczy, że powinniśmy to wykorzystywać? A po drugie: każda cierpliwość kiedyś się kończy! Może np. skończyć się ugryzieniem – często dziecka. Ponieważ dzieci mają problem (co naturalne) z przestrzeganiem granic, jak i z tym, żeby zrozumieć, że pies to nie człowiek i np. nie kocha, kiedy dziecię nadciąga z wyciągniętymi ramionami do przytulania.
Naszym więc zadaniem jest wyznaczać granice dzieciom w domu z psem. Co często może wystawiać na próbę nasze granice cierpliwości :), ale nie ma innego wyjścia.
Nie opierdzielajmy psa, który warknął na dziecko, próbując je od siebie odsunąć, tylko odsuńmy dziecko! Pies właśnie powiedział – tu jest moja granica.
Warto też zwrócić uwagę w takich sytuacjach na delikatniejszą komunikację – np. intensywne lizanie po twarzy – w tym kontekście sytuacyjnym jest to również próba odsunięcia i wyraz niepokoju, a nie miłości do dziecka.
Często dzieci zadręczają szczeniaki, bo te nie potrafią się obronić. A potem, gdy pies dorasta, zaczyna warczeć, unikać, a nawet gryźć te dzieci. Po prostu ma dość i teraz potrafi to powiedzieć. Musimy więc pilnować tego od początku, kiedy bierzemy szczeniaka, żeby relacja naszych pociech – ludzkich i psich – była co najmniej poprawna i bezpieczna.

No i oczywiście musimy też stawiać granice psom – konsekwentnie. Pies ma mną nie zarządzać – np. z kim rozmawiam, z kim siedzę na kanapie, kogo przytulam albo głaszczę. To moja sprawa, a nie jego. Tym samym zwalniam go z trudu kontrolowania mnie. Nie pozwalam mu też włazić na dziecko czy na mnie, kiedy nie mamy na to ochoty. Staram się spokojnie, ale stanowczo powiedzieć psu „nie” – jeśli nie przynosi to skutku (a na ogół nie przyniesie od razu :)), to powtarzam. Jednocześnie muszę w jakiś sposób uniemożliwić psu dalsze, niechciane przeze mnie działanie. Psy są bardzo wrażliwe na nasz język ciała – dużo bardziej niż na słowa. Używajmy go więc w odpowiedni sposób, komunikując się z psem.
Możemy np. stanąć naprzeciwko psa i zablokować jego ruch. Komunikat powinien być jasny i czytelny – a nie budzący strach. Oczywiście sposób działania zależy i od psa, i od konkretnej sytuacji. Jeśli „akcja” rozgrywa się na spacerze, mogę użyć smyczy lub linki do zablokowania, postawienia bariery – NIE do szarpania ani ciągnięcia psa za sobą! Zawsze starajmy się, żeby to była komunikacja, bo tylko wtedy pies ma szansę naprawdę się czegoś nauczyć.
Dlatego odwracanie uwagi np. smaczkami w sytuacjach trudnych nie ma sensu. Nic z tego nie wynika – kiedy smaczki znikną, problem wróci, bo pies nie nauczył się rezygnacji ani samokontroli. Podobnie jest z komendami – trening może być pomocny w życiu z psem, ale nie zastąpi pracy nad granicami i, nazwijmy to, „wychowania”. Chodzi o to, żeby się porozumieć, zbudować relację i jednocześnie pozwolić psu wypracowywać własną niezależność oraz umiejętność podejmowania mądrzejszych decyzji :).
Wszystko to jest proces – więc szykujcie się na dłuższe i częste „dyskusje” z psem. Tak jak proces wychowania dziecka, tak i wychowanie psa jest żmudną pracą – i to 24 h.
Kiedy jestem zajęta też nie rzucam wszystkiego, bo piesek przyniósł zabawkę i chce się pobawić. Nie odpowiadam na każde wymuszanie uwagi. Taka – nazwijmy to – nadopiekuńczość może prowadzić do uzależnienia psa od opiekuna, a tym samym do jego kontroli. Oczywiście powinnam się zastanowić, dlaczego mój pies się tak zachowuje, a nie wzmacniać mu te zachowania, nie likwidując przyczyn.
A wiem, o czym mówię, bo mam najbardziej upierdliwego psa na świecie 🙂 i gdyby nie wysiłek wkładany w zaspokajanie mu potrzeb i konsekwentne stawianie granic, to byśmy wszyscy powariowali.

Ten temat dotyczy również komunikacji między psami. Dlaczego tylu opiekunów psów nie godzi się na to, żeby ich pies warknął czy pogonił innego psa, który przekracza jego granice? Mówię oczywiście o psie, który kontroluje emocje, jasno się komunikuje i nie przekracza granic tego, co w danym momencie jest konieczne – reaguje adekwatnie do sytuacji. A jeśli emocje go poniosą, to nasza rola w tym, by go zatrzymać.
Stawianie granic przez psy jest niezwykle istotne. Dobrze, kiedy pies potrafi to robić sam i nie musi za każdym razem znosić czegoś, czego nie chce albo lecieć do opiekuna po pomoc. Dla drugiego psa, zwłaszcza młodego, taka lekcja natomiast jest bezcenna. Oto poniósł konsekwencje własnego zachowania i uczy się, co można, a czego nie. Oczywiście nie każdy pies umie stawiać granice i pozwala innym psom na zbyt wiele. Wtedy naszym zadaniem jest mu pomóc i postawić granicę drugiemu psu.

Muszę jeszcze raz podkreślić to, o czym pisałam już kiedyś: żeby wprowadzanie zasad i stawianie granic było skuteczne, najpierw musimy zaspokoić potrzeby psa! Jeśli nie wychodzi na porządne spacery regularnie, nie spotyka psów, jest przebodźcowany w domu i na krótkich przebieżkach po osiedlu, nie ma możliwości swobodnego ruchu, nie decyduje o niczym w swoim życiu – to nic nie ugramy nawet najbardziej konsekwentnym postępowaniem! Sfrustrowany organizm uczy się znacznie gorzej — przeważnie nie jest w stanie się wyciszać ani dobrze nawiązywać kontaktu. Najpierw trzeba dać, a dopiero potem wymagać. I dlatego – podejrzewam – to takie trudne, bo nie wystarczy powiedzieć psu „nie”! Jednocześnie trzeba włożyć wysiłek i trochę się poświęcić, żeby pies miał dobre życie. Bez tego ani rusz.

Niech więc każdy stawia swoje granice i respektuje granice innych, dbając o swoje – i swoich podopiecznych – potrzeby.
Nie dajmy sobie wejść na głowę! I psu też nie wchodźmy 🙂

Autor: Klara Kreutz

Przewijanie do góry