pies „udomowiony”?

Mieszkam na wsi, mam spory teren, a mimo tego mój pies mieszka razem z nami w domu. I spędza w nim dużo czasu. Nie powiem – nie zawsze było to proste. Ci z Was, którzy znają moje opowieści o Julku, wiedzą dlaczego 😉 Bywało kuszące, by go po prostu wystawić za drzwi:)) Ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie trzymania psa na zewnątrz.
Psy to stworzenia społeczne. Potrzebują kontaktu i towarzystwa – nie są samotnymi tygrysami polującymi w pojedynkę.
Nawet jeśli pies ma dobre warunki, codzienne spacery i „spoko życie”, to mieszkanie na dworze to coś zupełnie innego niż wspólne bytowanie w domu. Relacja buduje się inaczej. Nie ma tylu okazji do bliskości i codziennego poznawania się nawzajem. A przecież ogromne znaczenie ma nawet zwykłe spanie obok siebie.
Moi rodzice mieli kiedyś taką, można powiedzieć, półdziką sukę. Mieszkała na zewnątrz – na ganku miała kanapę, posłanie i domek. Chodziła na spacery, ale kiedy tylko ktoś przychodził, natychmiast chowała się pod ganek. Tak było przez lata, aż w końcu przeprowadziła się do domu. I dopiero wtedy zaczęła otwierać się na ludzi. Powoli przestała bać się gości, a z czasem zajęła królewskie miejsce na kanapie i domagała się głaskania od każdego 🙂

Przyznam szczerze – nie przepadam za konsultacjami u psów „zewnętrznych”. Opcji pracy z nimi jest dużo mniej, a rozwiązanie problemów bywa trudne, bo często ich źródłem jest właśnie podwórkowe życie.
Dlaczego? – Przecież psy wiejskie wolno chodzące (czyli te z otwartymi bramami) radzą sobie często bardzo dobrze. Rzeczywiście, te WOLNO chodzące często funkcjonują całkiem nieźle. Ale to już zasadnicza różnica – wolność. Psy zamknięte na podwórkach zwykle sobie tak dobrze nie radzą. A gdy im się uda uciec, mogą stanowić zagrożenie – i właśnie o takich historiach słyszymy co jakiś czas w mediach.
Po drugie – są psy, które lepiej sobie poradzą, mieszkając na dworze, i są takie, które zniosą to gorzej lub wcale. Nasze psy często są rasowe lub są mieszańcami w jakimś typie rasy. A trzeba pamiętać, że psy mają określone potrzeby i predyspozycje. Psy stworzone do współpracy z człowiekiem nie nadają się do samotniczego życia.
Problemem psów mieszkających na zewnątrz często jest brak odpoczynku. Zwłaszcza u psów aktywnych – myśliwskich, zaganiających, aportujących. One bardzo łatwo się pobudzają. Cały czas są czujne, reagują na każdy bodziec – rower za płotem, przechodnia, kota na podwórku, wiewiórkę, ptaka… Zamiast po satysfakcjonującym spacerze spokojnie się zrelaksować w domu odciętym od bodźców, nakręcają się bez końca. Jednocześnie nudzą się jak mopsy i nie mogą odpocząć. Skutek? Taki pies jest zarówno znudzony, sfrustrowany jak i przebodźcowany i zmęczony – gotowy przepis na problemy behawioralne.
Psy uczą się i utrwalają sobie zachowania, które stanowią dla nas problem. Nie łudźmy się, że pies biegający cały dzień za wiewiórkami po ogrodzie ( a widziałam takie z prawdziwą obsesją), nie będzie gonić wszystkiego co się rusza na spacerze. Albo, że szczekanie na ludzi, rowery i psy za płotem przejdzie jak ręką odjął, kiedy pies opuści posesję.
Nie mówiąc już o niebezpieczeństwach jakie czyhają na naszego psa pozostawionego samemu sobie. Zwłaszcza kiedy jest właśnie głośny i uciążliwy dla otoczenia – może niestety stać się ofiarą otrucia – straszne to, ale prawdziwe! Znam takich historii całkiem sporo:/
A nawet po prostu nagła silna burza pod naszą nieobecność, może spowodować traumę, z którą trudno sobie później poradzić.
Dochodzi jeszcze kwestia sąsiedztwa. W podmiejskich osiedlach czy miasteczkach niemal w każdym ogrodzie szczeka pies „zewnętrzny”. Pomyślcie, że to trochę jak w schronisku – tylko zamiast boksów są działki i piękne ogrody. Psy nakręcają się nawzajem, a każdy, kto musi przejść ulicą pełną ujadających psów, przeżywa stres. Dlatego często radzę opiekunom… teleportować psa samochodem na spacer. Codzienne mijanie kilkunastu „rozszczekanych ogrodzeń” nie służy nikomu:/ Większość psów nie przyzwyczaja się do tego nigdy – stres tylko narasta i zaczyna rozlewać się na inne sytuacje.
Szczególnie źle znoszą samotne podwórkowe życie psy lękowe – one po prostu nie mogą poczuć się bezpiecznie.
Bardzo często widuję też owczarki niemieckie trzymane na posesjach. Psy tej rasy często padają ofiarami podwórkowego życia, a są jednymi z najgorzej się do takiej sytuacji adaptującymi. Zaczynają wpadać w zachowania kompulsywne – stereotypowe i albo cały dzień chodzą tam i z powrotem wzdłuż ogrodzenia, albo kręcą się w kółko :/ Bardzo smutny widok.
Są oczywiście rasy, które znoszą to lepiej. Psy stróżujące jak np. owczarek podhalański, nie powinny mieć „rozbujałego” instynktu łowieckiego i co za tym idzie – nie powinny łatwo się pobudzać. Stworzone były do pilnowania dobytku i lepiej samodzielnie funkcjonują.

Jednak dla mnie osobiście najważniejsze jest jedno – pies jest po to, żeby być obok mnie. Żebyśmy mogli razem spędzać czas, obserwować się nawzajem, czasem do siebie pogadać. No i po to, żeby mieć codziennie co sprzątać oczywiście😉
Szkoda potencjału psa i relacji człowiek–pies – gdy całe dnie spędzamy osobno. Pies nie ma szans nas naprawdę poznać, a my jego.
I choć piszę głównie o psach podwórkowych, to dotyczy to również tych, które mieszkają niby w domu, ale większość dnia spędzają same w ogrodzie i nie wychodzą na spacery.
Ludzie też często chcąc dobrze, zostawiają psy na ogrodach kiedy np. wychodzą do pracy – „co będzie się nudził w domu!”. A jednak lepiej, żeby się ponudził. Tylko niestety trzeba wcześniej wstać i iść na porządny spacer!

Naprawdę warto pogodzić się z sierścią na kanapie i piachem na podłodze. W zamian dostajemy wyjątkową, międzygatunkową więź. Z całego serca polecam!

Autor: Klara Kreutz

Przewijanie do góry